Zobacz wszytkie serwisy JOE.pl
blogiblog4u.pl blogiblogasek.pl katalog stronwjo.pl avataryavatary.ork.pl czcionkiczcionki.joe.pl aliasydai.pl, ork.pl, j6.pl tapety tapety.joe.pl obrazkiobrazki na NK
Online: ---
zdrowie i choroby
Blog nie aktywny. Dodaj notkę aby usunąć tą informację oraz reklamy w treści bloga
Niemcy zdobyte

Niemcy zdobyte

Tola i Ala podbijają świat. Zaczęły od naszych zachodnich sąsiadów i nie chcą na tym poprzestać. Ich przesłanie? "Drżyj świecie, nadchodzimy!". Trzymajcie za nie kciuki i przy okazji przeczytajcie, jak dziewczyny wspominają trasę koncertową u boku chłopaków z Tokio Hotel!

POPCORN: Cześć dziewczyny, co słychać?
Blog 27: U nas wszystko świetnie, dzięki!
POPCORN: No nie myślę, że jest inaczej - niedawno wróciłyście z wypaśnej trasy koncertowej po Niemczech. Ochłonęłyście już?
Tola: Taaak, kurz opadł, ale od razu powiem, że było to dla nas wielkie wydarzenie nie dlatego, że spotkamy chłopaków z Tokio Hotel. Bardziej byłyśmy przejęte sporą skalą tego wydarzenia i tym, że był to nasz pierwszy tak ważny wyjazd. Było to wielkie przeżycie, wystąpić dla tak licznej publiczności - niemal 15 tysięcy widzów na prawie każdym koncercie to nie byle co...
POPCORN:W sumie zagrałyście 25 razy!
Ala: Tak, ale nie było to męczące i gdy nadszedł dzień grania po raz ostatni, było nam smutno i w sumie nie chciałyśmy wracać.
Tola: Tak! Nie chciałyśmy wracać, byłyśmy strasznie naładowane energią, nie było mowy o żadnym zmęczeniu. Teraz, kiedy nie gramy tych koncertów jest dziwnie. Przyzwyczaiłyśmy się do szybkiego życia.
POPCORN: Miałyście okazję obejrzeć coś innego niż sale koncertowe?
Tola: Może poznałyśmy lepiej dwa miasta, najbardziej pamiętamy Berlin i Hamburg, na więcej nie było czasu. Wszystko oglądałyśmy raczej z okien vana. Wstawałyśmy rano, jechałyśmy na następny koncert lub próby, potem były wywiady, nasz koncert, koncert chłopaków z Tokio Hotel, a potem nastawała ciemna noc, trzeba było iść spać, bo następnego dnia jechałyśmy już do innego miasta...
POPCORN: A jak was przyjęto za naszą zachodnią granicą? Byłyście rozpoznawane na ulicach?
Ala: Na początku nie bardzo, ale zdarzało się, że podchodziły do nas grupki po autografy, sporo się działo pod hotelem, też tam na nas czekano. Było to fascynujące, że Niemcy są dla nas otwarci, tym bardziej, że - jako support TH - mogłyśmy być kojarzone jako ktoś niezbyt ważny. A jednak zostałyśmy miło potraktowane, co jest tym większym zaskoczeniem, że gramy inną muzykę niż TH.
Tola: Tak, pamiętam pierwszy koncert, przed którym trochę bałyśmy się, jak zostaniemy przyjęte przez te wszystkie fanki chłopaków. W końcu mogły być zazdrosne i olać nas, ale zdarzyło się coś, co było dla nas totalnym zaskoczeniem - tłumy skandowały pod sceną: "Blog 27, Blog 27"! Niesamowite!
POPCORN: Co wam się jeszcze wryło w pamięć?
Tola: Na przykład grupki dziewczyn, które na początku gwizdały na nas, ale z czasem zaczynały się do nas przekonywać. Nawet widziałam ze sceny ekipę dziewczyn, które wrzeszczały na nas, a potem śpiewały nasze kawałki. Strasznie mi było wtedy miło, że potrafiłyśmy je do siebie przekonać...
POPCORN: A co z tymi sławnymi pomidorami, które ponoć lądowały na scenie - krążą takie plotki, że w ten sposób was witano na koncertach...
Tola: Nie było żadnych pomidorów, to bujda. Fakt, że różne rzeczy trafiały na scenę, jak na przykład jakaś butelka, ale były to pojedyncze przypadki...
POPCORN: Który koncert wspominacie najlepiej?
Tola: Ten w Berlinie, czyli - jak się nie mylę - 18. z rzędu. Najlepiej go pamiętamy, bo od samego początku zostałyśmy świetnie przyjęte, zwykle jest tak, że gdy gra support, sala jeszcze nie jest pełna, a wtedy zgromadziła się już cała publiczność, którą udało nam się rozkręcić, już przy drugim kawałku, totalne szaleństwo. Ja wtedy byłam chora, ale jak wyszłam w Berlinie na scenę i zobaczyłam, co się dzieje, momentalnie wróciłam do zdrowia! (śmiech)
POPCORN: A z drugiej strony? Który był najgorszy?
Ala: Chyba w Kassel, naoglądałyśmy się tam środkowych palców za wszystkie czasy...
Tola: Tak, ale potem, im więcej grałyśmy koncertów, tym mniej było dowodów nienawiści dla nas, ludzie się do nas przekonywali. Podobnie było z ekipą niemiecką i organizatorami koncertów, wierzyli w nas, trzymali kciuki, pytali jak nam poszło. Spotykałyśmy się z sympatycznymi reakcjami!
Ala: Niefajne akcje zacierały się dzięki temu. Dużo osób prosiło nas o autografy, po koncertach otaczały nas takie tłumy, jak chłopaków z TH!
POPCORN: My tu gadu gadu, a ja muszę zapytać o Tokio Hotel. Jak dobrze się poznaliście?
Tola: Po pierwszym czy drugim koncercie zaprosili nas do swojej garderoby, żeby się poznać, pogadaliśmy trochę, zapytali nas, czy jesteśmy sławne w Polsce, co poza śpiewaniem robimy. To było nasze najdłuższe z nimi spotkanie, bo potem to już byłyśmy - tak jak oni - strasznie zajęte, miałyśmy mnóstwo wywiadów - nie tylko do gazet, ale także w niemieckich programach telewizyjnych. Naprawdę nie było czasu, żeby się jakoś zaprzyjaźnić. Potem spotykaliśmy się w cateringach, wymienialiśmy krótkie zdania, typu "co u was, jak samopoczucie?" i to tyle. Szczerze mówiąc, to znamy ich bardziej z tego, co przeczytałyśmy w gazetach...
Ala: Od razu powiem, że nie zakochałyśmy się w chłopakach, jak się wszędzie wypisuje, a ich wielkie fanki nie mają powodów do zazdrości...
POPCORN: W sieci roi się od plotek, że Tolę łączy z Billem więcej niż śpiew i koncertowa znajomość.
Tola: Kolejna bzdura. Naprawdę nie było czasu, żeby się lepiej zaprzyjaźnić, a co dopiero próbować się ze sobą spotykać. Ale wiem, że nie uciekniemy od takich plotek, przecież to normalne...
Ala: Niemal się z nimi nie widywałyśmy, bo przecież chłopaki mieli osobne garderoby, mijaliśmy się tylko, więc wszystkie pogłoski są wyssane z palca.
POPCORN: Czy któryś z chłopaków szczególnie się wyróżnia na tle pozostałych?
Tola: Nie, tak w bezpośredniej rozmowie, każdy jest na równi, raczej żaden nie jest tam liderem.
Ala: No, co innego na scenie, ale wtedy wiadomo, kto jest górą... Nietrudno się domyślić.
POPCORN: Dziewczyny, nie wierzę! Żaden wam jakoś bardziej nie wpadł w oko? Nikomu nie powiem!
Ala: (śmiech) Jejku, naprawdę!
Tola: W ramach wzbudzenia sensacji możemy wam wcisnąć kity, tylko po co? Wygląd to nie wszystko!
POPCORN: Zostawmy chłopaków, zajmijmy się wami!
Tola: Ja jeszcze chciałam dodać, że tak naprawdę tym wszystkim fankom Tokio Hotel, które wypisują te dziwne rzeczy na nasz temat, tak naprawdę nie chodzi o muzykę, jaką chłopaki grają, ale o to, jak wyglądają, jak są ubrani... Trochę to dziwne, bo my na przykład lubimy słuchać Black Eyed Peas i ich muzyka jest dla nas na pierwszym miejscu. A to jak wyglądają? Mogliby w ogóle nie pokazywać się w telewizji i gazetach, a dla nas i tak najważniejsza byłaby ich muzyka!
Ala: Dokładnie! Ja pamiętam, że na każdym koncercie zorganizowany był taki mały szpital dla mdlejących fanek. Wydaje mi się tylko, że to pokazówka, żeby zwrócić na siebie uwagę i zostać przetransportowane za scenę...
POPCORN: Na koniec zostawiłam rzecz nielekką. Wyliczyłam ponad setkę antyblogów. Waszych antyblogów. Od tekstów, jakie tam przeczytałam, jeżyły mi się włosy na głowie... Co jest grane, dziewczyny? Dlaczego jesteście tak nielubiane? Co robicie, zdaniem antyfanów, nie tak?
Tola: Tylko setkę? Na pewno jest więcej... Wydaje mi się, w sumie jestem pewna, że chodzi o zazdrość. Nie lubi się nas, bo szybko osiągnęłyśmy, co chciałyśmy i to może boleć. To jest dla nas bez sensu, bo ci, którzy wypisują o nas te brednie, wyzywają nas - oni tak naprawdę nas nie znają, nie mają o nas zielonego pojęcia. Strzelają w nas wyzwiskami, nie wiadomo dlaczego. Ja się tym nie przejmuję, bo tak naprawdę jeśli ktoś pisze tylko, że jesteśmy "głupie krowy, bo... tak", to jest to beznadziejne. Ja potrzebuję argumentu, który uzasadni, dlaczego jestem głupia... Może coś kiedyś głupiego palnęłam - jeśli tak, to niech mi ktoś to przytoczy, pokaże na piśmie...
Ala: Dokładnie. Dziwne jest, że ktoś, kto nas nie trawi, zakłada antyblog, zadaje sobie trud znalezienia zdjęć, poświęca trochę czasu na pisanie o nas i o tym, co się wokół nas dzieje, poza tym dużo energii na skomentowanie tego... To chyba nie ma sensu? Tak mi się przynajmniej wydaje...
Tola: Jeśli ja nie znoszę jakiejś muzyki, to ją omijam szerokim łukiem i nie marnuję czasu, żeby się powyżywać w necie. A skoro ktoś odwala kawałek pracy, żeby prowadzić antyblog, to myślę, że tak naprawdę jest zazdrosny. No i myślę, że Blog 27 w jakiś sposób przykuwa uwagę. Tak będzie zawsze, niestety... Przyzwyczaiłyśmy się.
POPCORN: 17 kwietnia ukazała się reedycja waszej debiutanckiej płytki "". Powiedzcie, co fani znajdą na tym albumie?
Ala: Na krążku są dwa nowe kawałki i 12 znanych już, ale w wersji karaoke.
Tola: A co najważniejsze - każdy, kto kupi naszą płytę w Empiku, dostanie bilet na nasz koncert! Zagramy dla Was 12 maja w Warszawie, 13.05 w Katowicach, 14.05 we Wrocławiu i 9 czerwca w Łodzi. To będą nasze pierwsze koncerty w Polsce!
POPCORN: Suuuper! Dzięki za rozmowę!
Blog 27: Było nam miło, pozdrawiamy Czytelników POPCORNU!

PLANY I LICZBY
Dziewczyny naprawdę łapią wiatr w żagle i mają apetyt na mega sukces! Oto dowody!
* Ich debiutancka płyta "" rozeszła się na polskim rynku w liczbie 30 tysięcy kopii.
* Singiel, którym zaczęły szturmować Niemcy - "Uh la la la" kupiło za naszą zachodnią granicą aż 27 tysięcy fanów.
* Niemcy od 24 marca mogą nabyć krążek "".
* Do końca wakacji debiutancka płyta Blog 27 ukaże się w Skandynawii, Japonii, Kanadzie, Ameryce Południowej, w RPA, na Węgrzech, Ukrainie, we Francji i Włoszech.
* Na okres od maja do lipca zapowiedziana jest trasa koncertowa po Niemczech w ramach akcji Happy Family. Słabo?

Jessica 25/03/2007 19:42:20 [Powrót] Komentuj








Księga gości
Zobacz // Napisz

Archiwum
2007
Marzec
Styczeń


Linki
Strony
Oficjalna strona Blog 27


Ulubieni












Avatar

Dodaj do Ulubionych

Licznik
43626